pozdrowienia z alei jerozolimskich
english/polski



Mea Shearim, dzielnica ortodoksyjnych Żydów, Jerozolima, Izrael. W roku 2001 pojechałam do Izraela. Była to moja pierwsza podróż na Bliski Wschód.


W Mea Shearim Chasydzi próbują nie patrzeć na kobiety. Odwracają wzrok albo zasłaniają twarze kapeluszami. Czułam, że to nie tylko niechęć do mnie, obcej kobiety, to było coś więcej – odmowa mojego prawa do przebywania z nimi w jednej przestrzeni. Choć tak naprawdę to tylko Prawo.


Chciałam jednak za wszelką cenę jakiegoś kontaktu. Położyłam się w poprzek chodnika. Chasyd chciał walnąć mnie laską. Myślał, że to polityczna prowokacja.


W ortodoksyjnych Żydach było w mnóstwo napięcia.



W Jerozolimie zawsze coś się dzieje. To centrum świata, odbezpieczony granat



W ludziach jest wiele lęku i podejrzliwości



Wiele też żarliwości. Pod Ścianą Płaczu czułam potężną energię. Przy wejściu wojsko sprawdziło, czy nie mam broni.



Pokochałam Izrael.



Trzeba było jednak wracać do Polski



Usłyszałam wtedy jak soczyście brzmi nazwa tak dobrze znanej mi ulicy, przy której niedawno mieszkałam: Aleje Jerozolimskie.



Kończąc pisać tekst o Izraelu pomyślałam, że zakończeniem podróży mogłoby być obsadzenie Alej palmami.



Półtora roku załatwiałam pozwolenia na postawienie palmy na rondzie de Gaulle’a. Zaczęłam od Tramwajów Warszawskich, bo tramwaje przejeżdzają tuż obok.



Zarząd Dróg Miejskich nie był zbyt przychylny projektowi.



Głównego konserwatora udało mi się przekonać argumentem o wyższości kultury basenu Morza Śródziemnego.



Z architektem Michałem Rudnickim zrobiliśmy makietę ronda de Gaulle’a.



Niestety po roku usiadł na niej pies. Zostały tylko zdjęcia.



Zamówiliśmy drzewo w USA. Mały zakład produkcyjny mieścił się w Escondido, na granicy z Meksykiem. Warszawska palma została wyprodukowany rękami dwóch meksykańskich pracowników.



Pień okazał się tak długi, że wystawał z hali produkcyjnej.





W grudniu 2002 na rondzie de Gaulle’a pojawiły się pierwsze elementy fundamentu.



Robotnicy skręcili je w skomplikowaną ośmiokątną konstrukcję.



Fundament została obciążony prefabrykatami z betonu.



Do tego przyśrubowana została stalowa rura.



A potem, kiedy pień przypłynął z Escondido, został nasunięty na rurę
za pomocą dźwigu i podnośnika



11 grudnia 2002 na palmie zostały zainstalowane pierwsze liście.



Palma zmieniła widok z Mostu Poniatowskiego.



Wyzwoliła też sporo energii w ludziach. To zdjęcie dostałam od dwóch, nieznanych mi chłopaków.



Postanowili zrobić sesję po palmą, w hawajskiej koszuli przy temperaturze minus 10 stopni.




Znajomi podsłuchali w tramwaju…



“ To oni Żydzi postawili palmę, bo to ich Aleje“.



Jak się doczytałam, pod koniec XVIII wieku u wylotu Alej jeden z arystokratów założył osadę dla Żydów.



Nowa Jerozolima stała się niewygodną konkurencją dla warszawskich kupców więc arystokratę pozwano do sądu.



Dobra skonfiskowano, domy zrównano z ziemią a Żydów wypędzono.



Nazwa ulicy jednak pozostała : Droga Jerozolimska – Aleja Jerozolimska – Aleje Jerozolimskie.



Palma zaczęła wrastać w Warszawę.



Niektórzy widzieli w niej tylko ekskluzywną dekorację.



Niektórzy widzieli w niej tylko ekskluzywną dekorację.



Nastolatki chichotały, że „palma im odbiła“.



A ja się zamartwiałam, że źle wykonane liście łamią się na wietrze i wypadają.



Moi przyjaciele buddyści wzięli sprawę we własne ręce. Mieliśmy zestaw naprawczy: rusztowanie, agregat prądotwórczy, paliwo, deski, liny i narzędzia.



Na czubku 15-metrowego drzewa zatykało mnie ze strachu.



Widok Alej i Mostu Poniatowskiego spod palmowych liści kompensował ten strach. Miasto było nasze… Przez wiele miesięcy troszczyliśmy się o drzewo, aż doszło do kryzysu.



Władze stolicy nie chciały zalegalizować pobytu palmy na rondzie, więc w akcie protestu , zawiesiliśmy baner: Palma czeka na umowę. Musieliśmy też zdjąć resztki liści.



Tego samego dnia Zarząd Dróg Miejskich zdemontował pospiesznie baner i rusztowanie pod pretekstem zachowania bezpieczeństwa.



W prasie palma zaczęła się pojawiać w zupełnie nowym kontekście. Oto Newsweek, gdzie palma stanęła obok Lecha Wałęsy.
W Los Angeles Times artykuł mówił o strasznej, szarej Polsce, gdzie szarzy ludzie w szarych tramwajach oglądają palmę przez zapocone szyby. Wkurzyło mnie to.
Za to w Suddeutsche Zeitung palma była znakiem zupełnie nowej, otwartej Polski.



Łysy pień stał dalej na rondzie.



Na drugie urodziny palmy ludzie skupieni wokół klubu Le Madame, Zieloni i przyjaciele postanowili zawalczyć o palmę.



Ludzie fotografowali się w strojach kąpielowych i okularach przeciwsłonecznych.



Niedługo potem tuż obok stanął pomnik generała de Gaulle’a. Nieodsłonięty wyglądał jak kobieta w czadorze.



My produkowaliśmy w garażu liście z chińskich półproduktów, włókna szklanego i lakieru poliuretanowego.



Praca trwała 6 tygodni.



Latem 2005 zatknęliśmy znowu liście na palmie.



Było to piękne lato.



Ktoś udekorował pień bananami i jabłkami.



Policjantów ludzie czasem nazywali the Beach Boys.



Mój kolega wypatrzył młodą parę pod palmą.



Ja najbardziej lubiłam późne popołudnia w Alejach.



Widok z mostu Poniatowskiego wczesnym rankiem.



Albo nocą z wieżowca.



Autorzy zdjęć:

Grzegorz Hartfiel, Sebastian Lewandowski: slajdy nr 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32
Konrad Pustoła: slajd nr 61
Konrad Pustoła, Joanna Rajkowska: slajd nr 60
Joanna Rajkowska: slajdy nr 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 19, 20, 21, 23, 24, 25, 36, 37, 38, 39,
40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54
Michał Rudnicki: slajdy nr 17, 18
Marek Szczepański: slajdy nr 22, 33, 34, 35, 55, 56, 57, 58, 59
Artur Żmijewski, Joanna Rajkowska: slajdy nr 1, 2, 4, 5, 6, 7, 9
Artur Żmijewski: slajdy nr 3, 8